Grudzień przeminął. Nawet nie wiem kiedy. Poszukiwania przedszkola dla Mayci, obchody urodzin Wiesia i Mayci oraz przygotowania do świąt i do naszego wyjazdu do rodziny Wiesia a potem do wyjazdu sylwestrowego całkowicie mnie pochłonęły.
Wiesiu jeździ teraz do pracy do Toronto, ja sama z dziećmi w domu a roboty huk - organizacja przyjęcia dla Mayci, prezenty urodzinowe i gwiazdkowe, kartki świąteczne, pakowanie do wyjazdu, ufff
Dużo się działo - wszystko mamy udokumentowane oczywiście:)
Maycia na przejażdżce konnej podczas jednej z naszych cotygodniowych play dates - zero strachu a jaka prezencja...mała amazonka nam chyba rośnie:)

Potrójne przyjecie urodzinowe ( dla trojki dzieciaków z naszej play group - w tym Mayci) w Pump it up było wielkim sukcesem. Dzieci zachwycone, wyskakały się za wszystkie czasy, była pizza, tort i lody.

Potem był wyjazd do Płn. Karoliny gdzie zastaliśmy resztki śniegu - ku wielkiej uciesze Mayci. Udało jej się nawet ulepić bałwana z kuzynem Maksem.

Byliśmy na wycieczce nocnej w ogrodzie botanicznym - gdzie chyba każdy krzaczek został udekorowany światełkami.

Świętowaliśmy urodziny Mayci cala rodzinka.

Oglądaliśmy tez domki z piernika w hotelu Ballantyne w Charlotte.

Celebrowaliśmy polską wigilie, były zdjęcia z choinka, kolędy w tle, rozpakowywanie prezentów, nawet Mikołaj wpadł do nas na chwile z druga tura upominków gwiazdkowych.

Tylko przestało nam być z Wiesiem do śmiechu jak przypomnieliśmy sobie ze będziemy musieli zapakować ta furę prezentów na samochód i zabrać do domu...

A po powrocie do domu - szybko rozpakowywanko i ponowne pakowanko i jazda do Naples na Sylwka. Pierwszy raz od 4 lat udało nam się wyjść na imprezkę sylwestrowa z Becią i Adasiem:)
I tak nam minął grudzień:)