foto blog asiulka

wtorek, 26 sierpień 2008

Narzekania cd

Zastanawialam sie czy wypada mi jeszcze troche ponarzekac. Wiem ze juz przynudzam, ludzie maja gorsze problemy - ja tylko jestem w ciazy:)Zazwyczaj nie uzalam sie tak nad soba, ale naprawde ostatnio dostaje po tylku. Mialam stresujacey tydzien, bo jak tu sie nie stresowac jak ciaza baaardzo daje sie we znaki, meza widuje dwa dni w tygodniu, corka mysli pewnie ze sie na nia wypielam bo nie mam sily na zabawy, i do tego zbliza sie burza tropikalna, moj uklad pokarmowy totalnie swiruje i popada z jednej skrajnosci w druga, zle sypiam itp itd. Jestem sfrustrowana ze nawet siedzenie mnie meczy, kiedys denerwowalam sie ze z Maycia pod nogami nie moge posprzatac dobrze chaty - hehehe wtedy to bylo czysto!

W niedziele opublikowalismy na naszej klasie moje najnowsze zdjecia - bo ciaza mi mija a ja nie mam zadnych zdjec w stanie blogoslawionym. I dostalam duzo milych komentarzy - co oczywiscie mnie bardzo ucieszylo. Bo ja na tych zdjeciach robie dobra mine tylko, kilka weekendow trwalo zebym sie zebrala w sobie, podniosla z sofy i stanela przed Wiesia aparatem:)
Maly rozrabia jakby juz bral udzial w jakis rozgrywkach sportowych - tylko nie wiem czy pilkarskich czy hokejowych...i zazwyczaj trenuje wieczorami - wczoraj nie moglam przez niego zasnac tak dawal czadu. Na szczescie juz za dwa tygodnie przyjezdza moja mama, moze wtedy przestane sie tak denerwowac zaniedbanym domem i znudzona Maycia, ktora przez moje zle samopoczucie spedza prawie cale dnie przed telewizorem.
To tyle gderania na dzis, bo nie moge juz tu wysiedziec.
Pa! Ciezarowka

wtorek, 12 sierpień 2008

Bezsenność Dwulatki

Ratunku! bo chyba sie wykoncze z ta moja corka:( Maya od jakiegos czasu przezywa jakas nocna bezsennosc. Nie miewa juz drzemek od paru miesiecy w zwiazku z tym o 8mej wieczorem jest w lozku i zasypia bez problemow. Zazwyczaj brak drzemki oznaczal rowniez brak jakichkolwiek przebudzen w nocy. Te dobre czasy sa juz przeszloscia. Aktualnie Maycia czesto budzi sie w nocy i nie przestaje plakac albo wolac dopoki ktos do niej nie przyjdzie. I na tym sie nie konczy - potrafi tak zrobic nawet do 3 razy pod rzad - wiec koniec koncow od poczatku tej calej sesji do momentu rzeczywistego jej powrotu do spania uplywaja 3 godziny slownie trzy!!!! Proby rozmow i tlumaczen ze w nocy sie spi nie daja rezultatow. Kilkakrotnie probowalam ja zignorowac np. wczoraj w nocy, ale niestety nie przestala - ile godzin mozna sluchac placzu wlasnego dziecka...? nawet jesli nie jest ono juz malutkie i wiadomo ze nic mu nie jest...? Tak wiec dzisiejszej nocy Maycia zafundowala mi i sobie 3 bezsenne godzinki - od 2.30 do 5.30 z tym ze bedac obudzona ciezarna mam duze problemy z zasypianiem wiec o 6stej jeszcze nie spalam:(
Nie wiem juz co robic. Nie wiem dlaczego ona sie tak budzi i nie wiem jak zastopowac ten jej zwyczaj:( Maya od zawsze miala problemy ze spaniem - najpierw z zasypianiem potem dluuugo budzila sie w nocy. Mialam nadzieje ze zblizajac sie do swoich 3cich urodzin zacznie lepiej sypiac i przez jakis moment tak bylo, ale sie skonczylo. A za dwa miesiace przyjdzie na swiat drugie dziecko i wtedy bede musiala wstawac w nocy do dwojki dzieci - o ile w ogole przezyje te dwa miesiace, bo niewyspana, psychicznie i fizycznie wykonczona kobieta w 8mym miesiacu ciazy to nie jest zbyt dobra kombinacja:)
Tym bardziej ze nie mam w nikim pomocy na codzien, bo Wiesiu jest ostatnio w domu 2 dni w tygodniu:( Mam sie oszczedzac niby i wypoczywac a nie moge sie nawet wyspac w nocy, a potem caly dzien chodze jak zombi i nie mam juz w ogole na nic sily.
Mam nadzieje ze to jej przejdzie, lub chociaz bedzie zdarzac sie rzadziej, bo sie po prostu wykoncze.

wtorek, 29 lipiec 2008

Aktualności ciążowe

Ponoc kazda ciaza jest inna, mozna doswiadczyc innych problemow zdrowotnych i zupelnie inaczej znosic kazdy nastepny stan odmienny - czasami lepiej a czasami duzo gorzej. Swieta prawda moi drodzy - przekonuje sie o tym na wlasnej skorze. W moim przypadku jest gorzej:( Tego sie mimo wszystko nie spodziewalam, bo jak sie ma takie doswiadczenia jak moja poprzednia ciaza z Maycia - kiedy czulam sie naprawde dosyc dobrze az do samego porodu to wydaje sie ze tym razem bedzie tak samo. A tu niespodzianka:(
Dwa tygodnie temu zaczelam zdawac sobie sprawe ze tym razem bedzie inaczej niestety -zaczelam dostawac skurcze, bolesne skurcze musze dodac i mimo ze wiem ze takie rzeczy sie zdarzaja to jednak przestraszylam sie ze mi zdarzyly sie juz tak wczesnie bo rozpoczelam wtedy 7my miesiac. Skurcze sie powtarzaly i te bolesne i bezbolesne, napiecie w podbrzuszu wieczorami mialam koszmarne, sensacje tego typu zdarzyly mi sie w poprzedniej ciazy tuz przed porodem ale musialam obejsc cale nasze osiedle zeby odczuc taki dyskomfort. Tlumaczylam sobie ze to ten moj brzusio jest tak nisko usadowiony tym razem, przestalam podnosic Maycie, ograniczylam wyjscia z nia itd. W zeszly piatek dostalam u pani doktor tzw. reality check - mam rozwarcie na 2 cm juz - i nie jest to dobra wiadomosc biorac pod uwage ze jestem w 30stym tygodniu ciazy i powtarzajace sie skurcze moga doprowadzic do powiekszenia tego rozwarcia i wszczecia akcji porodowej:((( Jesli skurcze sie powtorza - te bolesne, mam leciec do szpitala bez wzgledu na pore dnia i nocy. A w tym tygodniu podczas kontroli lekarz zdecyduje czy powinnam zostac umieszczona na obserwacji w szpitalu. Tam podlacza mnie do monitora i sprawdza czestoliwosc tych moich skurczy, jesli jest intensywna to podadza mi steroidy zeby przyspieszyc rozwoj pluc dziecka w razie jego wczesniejszego przyjscia na swiat. Takiego rozwoju wypadkow nie przewidzialam - jesli dojdzie do realizacji tego szpitalnego scenariusza bedziemy musieli sprowadzic kogos do opieki nad Maycia - bo nie mamy rodziny na miejscu ani nawet jakis bardzo bliskich przyjaciol. W domu tez nie ma mi kto pomoc bo Wiesiu w tygodniu rezyduje w St. Louis, wyjatkowo w tym tygodniu pracuje z domu. Tak wiec nie jest za wesolo:( Probuje sie oszczedzac, ale srednio to wychodzi jak sie ma pod opieka 2.5 latke.
Na razie czuje sie dobrze - odpukac, maly Alex rozpycha sie moim brzuchu jakby uprawial tam pare sportow na raz, moje wyniki sa dobre - nie mam cukrzycy, cisnienie krwi w porzadku, mocz tez wiec trzymajcie za nas kciuki zeby udalo nam sie przetrwac chociaz ten sierpien.

środa, 23 lipiec 2008

Miksacje Mayci

Nasza Maycia rozwija sie jezykowo tyle ze jednoczesnie w dwoch jezykach, ktore miesza totalnie w roznych proporcjach w zaleznosci od sytuacji, humoru i nie wiem dokladnie czego - bo probuje wykumac jakas zaleznosc, na razie bez rezultatow.
Efekt jest taki, ze by zrozumiec nasza corke trzeba znac dwa jezyki, a i to nie gwarantuje sukcesu bo Maycia poza tym wciaz jeszcze operuje swoim wlasnym mayciowym dialektem
Oto pare przykladow: Mama, wloski fall na oczka - czyli wlosy jej spadaja na oczy:);
Where is kocyk? - gdzie jest kocyk albo Gdzie jest cow? - gdzie jest krowa; My hands brudne! Mama chodz dance; Mama dress zota - czyli ze chce ubrac zolta sukienke:);najnowsze zdania Mayci dotycza oczywiscie jej samej np: I mokra - jestem mokra, I princess - jestem ksiezniczka, wczoraj podczas burzy stwierdzila: rain fall Maya brudna, bo w zeszlym tygodniu pozwolilam jej pobiegac na deszczu :)
Przez ostatni weekend slyszalam wciaz to samo: Tata!!! jesciee znowu!!!bo jak tata przyjezdza Maycia nie odstepuje go na krok i w cokolwiek sie bawia Maya chce kontynuowac zabawe w nieskonczonosc:)
Poza tym udalo nam sie nauczyc Maycie magicznych slow - prosze, dziekuje, a nawet sorry i na zdrowie. Potrafi poprosic i ladnie podziekowac w obydwu jezykach a nawet w jezyku angielskim sama sobie odpowiedziec - nie ma za co czyli You're welcome:) Ostatnio powiedziala kasjerce w sklepie: na zdrowko! jak ta psiknela, jesli jekniesz w jej obecnosci z bolu, albo zobaczy ze gdzies sie uderzyles to od razu pyta: mama ok? mama bubu? jesli potwierdzisz to przybiegnie pocalowac bubu zebys poczul sie lepiej. A jezeli to ona sama jest sprawczynia tego twojego bubu to od razu przeprosi: siorry mama!
Tak wiec postep jest, chociaz jeszcze daleko jej do poziomu jaki reprezentuje na przyklad jej kuzyn w Polsce mowiacy calymi zdaniami.
Robimy tez postepy w rysowaniu(Maya probuje kolorowac i rysowac konkretne rzeczy a nie gryzmolic bez namyslu), spiewaniu, tanczeniu(prezentuje coraz to nowsze figury taneczne:)), coraz czesciej wola na nocnik - wczoraj udalo jej sie zrobic kupke na nocnik po raz pierwszy!!!!, potrafi sama juz sie nakarmic, pomoc przy sprzataniu zabawek, uczymy ja ubierac sie ale rozbieranie wychodzi jej o wiele lepiej. Potrafi zmienic plyte w dvd, ubrac i zdjac swoje ulubione buty crocks z Dora.
Dobrze idzie jej tez nauka kolorow, bo wczesniej kazdy kolor byl "zoty":) teraz ma problem tylko z fioletowym i czasami niebieskim, i ksztaltow. Potrafi liczyc w obydwu jezykach - chociaz tutaj tez miksuje wszystko jak moze:)Zawsze zaczyna od 234...a konczy obowiazkowo na 999 jesli odlicza po polsku:)
I wreszcie zaczela wychodzic ze swojego lozeczka - wczesniej chyba w ogole nie kumala ze moze to zrobic:)
Znam duzo dzieci w jej wieku i widze ze sa bardziej rozwiniete jezykowo, ale przestalam sie juz tym stresowac bo widze, ze Maycia z dnia na dzien robi duze postepy i uczy sie dwoch jezykow na raz.

Etykiety:

niedziela, 6 lipiec 2008

Rozstania i powroty

No wiec nie wiem dlaczego moje zycie pelne jest rozstan, zwiazkow na odleglosc i tesknoty w zwiazku z tym. Kiedys, kiedy jeszcze mialam na to czas i bardzo sie takimi sprawami pasjonowalam, zrobilam sobie moj osobisty horoskop urodzeniowy i wynikalo z niego ze duzo w moim zyciu bedzie pozegnan, powrotow, wyjazdow i rozstan. Sadzilam wtedy ze odnosi sie to do mojego owczesnego zwiazku na odleglosc, nie zdawalam sobie sprawy ze to dopiero poczatek:(
Zaczelo sie od wyemigrowania mojej najblizszej przyjaciolki do stanow, byla dla mnie jak siostra przez wiele wiele lat i bardzo to przezylam.
Rok pozniej zakochalam sie w chlopaku z innego miasta. Przezylam 5 lat weekendowego zwiazku na odleglosc, po jego rozpadzie myslalam sobie nigdy wiecej.
Pare miesiecy pozniej wyjechalam do stanow na wakacje... i zostalam. W polsce zostawilam cala swoja rodzine, wszystkich znajomych - tesknota przez pierwszy rok byla miejscami nie do zniesienia.
Poznalam Wiesia:) pomyslalam los sie do mnie usmiechnal, ale Wiesiu mieszkal i pracowal w Tampie a ja w Naples - znowu weekendowy zwiazek na odleglosc.
Po roku przeprowadzilam sie do Tampy, wzielismy slub - na ktorym z mojej rodziny byla tylko moja mama - i super ze chociaz jej sie udalo! Jest pieknie! Dopoki Wiesiu nie znajduje nowej pracy - wyjazdowej, akurat gdy dowiadujemy sie ze jestem w ciazy z Maycia. Cala ciaze Wiesiu krazy miedzy domem a Dallas w Texasie - tym razem mam weekendowe malzenstwo.
Po urodzeniu Mayci Wiesiu pracuje na lokalnym projekcie, jest fajnie mam meza w domu:) Nie na dlugo jak sie okazuje. Tej wiosny zaczal jezdzic do Columbus w Ohio. Znowy jestem slomiana wdowa w tygodniu i znowu w ciazy.
Mieszkam w stanach 6 lat juz, mama odwiedzila mnie 3-krotnie, w tym raz z tata. Ja odwiedzilam Polske raz. W tym roku udalo mi sie spotkac z bratem, ktory przyjechal do stanow sluzbowo. Z moja przyjaciolka spotykam sie co kilka tygodni, bo mieszka w Naples.
I tak wyglada moje zycie:) Wciaz za kims tesknie, albo na kogos czekam, albo sie z kims zegnam. Ponoc do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic, ano mozna...ale lzej na sercu nie jest, tylko moze latwiej sie to znosi.

środa, 2 lipiec 2008

Poród z mężem

Ale sie przed chwila zbulwersowalam!!! Az musze o tym napisac bo chyba pekne doslownie:) Przeczytalam wlasnie artykul w TS o tym czy mezczyzna powinien towarzyszyc kobiecie przy porodzie i wynika z tego moje panie ze nie powinien! I to z bardzo wielu powodow. A mianowicie dla faceta takie przezycie moze byc trudne do zniesienia - biedactwa ciezko przezywaja krzyk, bol, krew i napiecie w czasie porodu. To moze zle na niego wplynac, a tego zadna zona by nie chciala prawda??? Normalnie myslalam ze spadne z krzesla czytajac dalej, mezczyzni nie sa psychicznie przygotowani na taki stres, zdenerwuja sie za bardzo, ponoc czuja sie pod presja a widok partnerki w takiej sytuacji moze doprowadzic nawet do rozwodu, a czesto do impotencji i problemow lozkowych!!! No wiec najlepiej oszczedzic mu tych wszystkich stresow i samemu sobie urodzic, bo tak wlasciwie maz na porodowce moze nawet doprowadzic do zatrzymania skurczow porodowych i ogolnie rzecz biorac tylko przeszkadza.
A ja sie pytam co ma do jasnej ciezkiej cholery zrobic kobieta w ciazy jak sie stresuje porodem - kto za nia wykona czarna robote?????? Nie ma nawet prawa prosic przyszlego ojca zeby ja potrzymal za reke w tych najtrudniejszych w zyciu chwilach...? Nie rozumiem nawet dlaczego ona musi o to prosic, i dlaczego ta dyskusja ma w ogole miejsce? Bo kiedys facet nie bral udzialu w porodzie...taaa kiedys kobiety nie mialy prawa glosu, nie mogly pracowac a czarnoskorzy byli niewolnikami. Czasy sie zmieniaja!!! Jest rownouprawnienie ponoc...wszyscy glosza idee partnerstwa, dzielimy sie obowiazkami, razem zarabiamy na dom, sprzatamy go, wychowujemy dzieci itd ale rodz sobie sama ewentualnie zabierz mame, bo ja to zle zniose??? A przepraszam kobieta ma sama zniesc sobie ciaze, rozrastac sie do rozmiarow slonicy i tak sie czuc, znosic wszystkie ciazowe przypadlosci sama, i jeszcze sama wydac na swiat malego czlowieka otworem wielkosci cytryny - podczas gdy ponoc obwod glowki noworodka wg tego artykulu ma 32cm. Mezczyzne podobno paralizuje mysl czy potem sprawdzi sie seksulanie, a co ma do cholery sobie pomyslec kobieta????
W zyciu nie czytalam wiekszych idiotyzmow!!! Kto przy porodzie mysli o seksie? Kto w ogole zastanawia sie nad wlasna atrakcyjnoscia czy tez atrakcyjnoscia partnera? Kto kaze facetowi wpatrywac sie krocze kobiety podczas porodu?
Jesli byles na tyle mezczyzna zeby splodzic dziecko to badz nim na tyle zeby byc przy jego urodzeniu i wspierac psychicznie ciezarna - bo umowmy sie to ona ma w tym momencie zle i to ja boli. I jesli kochasz swoja partnerke i mieszkacie razem to widziales ja zapewne kilkakrotnie nieumalowana, rozczochrana, chora, zasmarkana, obolala i moze nawet trzymales jej glowe jak wymiotowala wiec prosze mi tutaj nie sciemniac ze podczas porodu sie do niej zniechecisz. Nie rozumiem jaki przyszly ojciec majac taka mozliwosc nie chce byc przy narodzinach swojego dziecka, swojego potomka. Jaki facet nie chce wspierac swojej zony lub dziewczyny? To jedyny obowiazek ktory powinien spelnic! Nikt mu nie kaze odbierac porodu, kontrolowac rozwarcia, nacinac krocza czy zakladac szwow pozniej. Bo to nie jest przyjemny spacer po parku...o sorry sa w zyciu rzeczy nieprzyjemne i bolesne i je tez trzeba przezyc i brac w nich udzial. Przysiega sie na dobre i na zle, ale porod moze byc przezyciem traumatycznym wiec sobie odpuscmy?
Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze obecnosc meza pomaga a nie pogarsza sytuacje, nie wyobrazam sobie w ogole rodzic sama... ja nawet tego nie bralam pod uwage. Nikt tu w stanach nie prowadzi takich dyskusji i nie ma takich problemow. Przyszli rodzice rodza razem i tyle. Przy porodzie moze byc nawet trzech czlonkow rodziny, przy narodzinach Mayci byl Wiesiu i obydwoje moi rodzice. Dla mojego ojca to byl pierwszy porod, na ktorym byl obecny, ale nie wyszedl i nie zostawil mnie tylko dzielnie wyciagal reke gdy nadchodzil skurcz i nie pisnal nawet jak sciskalam mu dlon. Wiesiu nie wpatrywal sie w moje krocze gdy parlam tylko przytrzymywal mi nogi. I wiem ze bardzo sie cieszyl mogac brac udzial w tym wiekopomnym wydarzeniu, podobnie jak wszyscy nasi znajomi ojcowie tutaj, ktorzy rodzili z zonami.
Jestem absolutnie zdegustowana tym artykulem i cytowane tam wypowiedzi cenionych lekarzy i profesorow jeszcze bardziej mnie rozwscieczyly. I mam nadzieje ze zaden facet nie przeczyta tego i nie poczuje sie zwolniony z obowiazku i usprawiedliwiony, a zadna kobieta nie nabierze sie na te idiotyczne argumenty.

sobota, 14 czerwiec 2008

Dzień Ojca

Z okazji Dnia Ojca - ktory bedziemy obchodzic jutro, Maya prosila mnie zebym naklikala pare slow o jej tatusiu.
Chciala mu podziekowac, ze poswieca jej tyle czasu bawiac sie z nia do upadlego - doslownie:), ze zabiera ja na super wycieczki, ze robi jej przepiekne zdjecia, ze rysuje dla niej, spiewa, czyta bajeczki, pozwala znecac sie nad soba, zawsze ma cierpliwosc i baaardzo duzo czulosci dla niej.
Zyczy mu zeby starczylo mu sil na wiecej, zeby byl zawsze taki usmiechniety i pogodny, zeby pracowal blizej i czesciej byl w domu, i zeby w niedalekiej przyszlosci potrafil podzielic swoja uwage - bo przybedzie braciszek:)
I jeszcze kazala mi napisac, ze cieszy sie ze ma takiego fajnego tate, bo dzieki niemu jest taka wesola Maycia, ktora rozdaje buziaki i usciski na prawo i lewo.

Szczesciara z tej Mayci!
Ja ze swojej strony moge jedynie dodac, ze dobrze wybralam ojca moim dzieciom:)

poniedziałek, 9 czerwiec 2008

Lato na Florydzie

Na Florydzie bez zadnych watpliwosci zaczelo sie lato, niestety:( Sprobuje wam opisac jak ta pora roku wyglada tutaj i jak sie ja odczuwa, chociaz wiem z wlasnych doswiadczen ze nie da sie tego opowiedziec slowami, trzeba przezyc zeby zrozumiec.
Poczatek lata na Florydzie oznacza ze bardzo gorace i duszne dni nie opuszcza nas az do konca pazdziernika. Nie ma ochlodzen, nie ma wahan temperatur, nie ma roznicy czy slonce swieci czy tez nie, nie ma nawet roznicy czy jest dzien czy tez noc - o kazdej porze doby jest tak samo upalnie i wilgotno i tak jest przez 4-5 miesiecy. Jedyne co sie zmienia to stopien zawilgocenia powietrza,ktory wzrasta i pod koniec lata osiaga 99%. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawe jak to sie odczuwa...to tak jakby wychodzac na zewnatrz wchodzilo sie do parnej finskiej sauny i wystarczy byc minute, moze nawet dwie by twoje cale cialo pokrylo sie obfitym potem. Do tego wrecz trudno sie oddycha. Pamietam swoje pierwsze zetkniecie z florydzkim powietrzem gdy przekraczalam prog lotniska w Miami - przez sekunde zabraklo mi tchu doslownie. Ludzilam sie jeszcze wtedy ze to efekt zblizajacej sie burzy, nazajutrz bedzie lepiej. Ale prawie kazdego dnia popoludniu nadchodzila burza lub jakies opady i kazdego dnia bylo tak samo. Temperatury nie sa rekordowe wcale, zazwyczaj utrzymuja sie w okolicach trzydziestu paru stopni, to wlasnie ta wilgotnosc jest najbardziej meczaca a upal przez to trudniejszy do zniesienia.
Pada prawie codziennie, zazwyczaj popoludniu, intensywnie i zazwyczaj krotko. Deszcz nie przynosi zadnego ochlodzenia, po deszczu od razu jest tak samo goraco i jeszcze bardziej parno. Czesto sa burze, i to takie ze lepiej w ogole nie wychodzic z domu, bo duzo jest tu przypadkow smierci od pioruna. Sa tak straszne rozladowania a deszcz tak gwaltowny, ze lepiej przeczekac - parasol na niewiele sie zdaje przy takiej ulewie. No i jeszcze zdarzaja sie huragany - drobnostka:)
Jak to wszystko wplywa na nasze zycie? A no tak, ze latem nie chce sie w ogole wychodzic z domu. Jesli masz dziecko kombinujesz jakby tu zorganizowac mu czas zeby jednak wiekszosc dnia spedzalo w jakimkolwiek pomieszczeniu z klimatyzacja. Wyjscie do parku wiaze sie z totalnym spoceniem, wyczerpaniem i srednia zabawa bo zjezdzalnie sa tak rozpalone ze mozna sobie tylek oparzyc, a biegac sie nie chce w takim upale. Basen jest jakims rozwiazaniem w lecie ale nie mozna liczyc na ochlodzenie sie zimna woda, bo woda tez sie bardzo nagrzewa i czasami ma sie wrazenie ze wchodzi sie do cieplej zupy. Poza tym trzeba bardzo uwazac na dzialanie promieni slonecznych, ktore tutaj moga naprawde bardzo poparzyc. Nie mozna sie ruszac z domu bez sunscreen conajmniej 30 a dla dzieci najlepiej 50 i rozsmarowac bardzo dokladnie bo kazde zaniedbane miejsce to gwarancja poparzenia. Plaza, na ktora trzeba kawal jechac tez nie jest lepsza bo nie ma tutaj orzezwiajacego morskiego wiaterku jak to nad Baltykiem, czujesz sie jak na wielkiej patelni. Spacer to katorga, uprawianie jakiegos sportu w czasie dnia to po prostu czyste samobojstwo. Trzeba uwazac na to zeby sie nie odwodnic przy tak intensywnym poceniu sie. Na parkingach trwa przez cale lato walka o zacienione miejsca parkingowe bo niewiele ich, a zaparkowanie w sloncu nie umila drogi powrotnej, oj nie! W samochodzie jeszcze wieksza sauna niz na zewnatrz, kierownicy nie mozna dotknac tak parzy, nie wspomne nawet o metalowych czesciach pasow bezpieczenstwa. Nie dba sie za bardzo w okresie letnim o elegancje, ani o makijaz, szkoda zachodu.
Do tego dokucza wszelkie robactwo, poczawszy od mrowek ktore sa wszedzie i wszedzie wchodza - najbardziej niebezpieczne sa te czerwone bo bolesnie gryza zostajac ropiejace slady, poza tym komary oczywiscie i inne nie znane mi dotad stworzenia.
Tak wiec lato nie jest zbyt zabawne tutaj, nawet dla kogos takiego jak ja, kto nie znosi zimna. To lato bedzie dla mnie szczegolnie ciezkie bo brzuch rosnie, jestem coraz bardziej ociezala, upal coraz bardziej dokucza, a nie moge sobie pozwolic na siedzenie w domu przez caly czas - ze wzgledu na Maycie. Jedynym plusem jest to ze nie trzeba sie martwic jaka bedzie jutro pogoda - bo wiadomo ze bedzie taka sama i nie trzeba sprawdzac jaka aura za oknem rano zeby zdecydowac w co sie ubrac.
Naszym zbawieniem jest klimatyzacja - bez niej trudno bylo by tu egzystowac. Chociaz taka sytuacje tez juz przezylam na Keys gdzie mieszkalam 4 miesiace bez klimy, mialam 3 wiatraki przy swoim lozku zeby w ogole moc spac w nocy.
Jak slysze ze ktos w Polsce narzeka jak to strasznie goraco mu jest to wiem ze tak naprawde u mnie za progiem aktualnie jest duzo gorzej, ale ten ktos nie zdaje sobie sprawy ze mogloby byc jeszcze bardziej upalnie. Mam doswiadczenia z obydwu klimatow i wiem ze nawet najstraszniejszy polski upal nie da sie porownac z florydzkim latem.
Tyle ze my odczuwamy ulge wchodzac do naszych klimatyzowanych domow, a w Polsce znosi sie kazdy upalny dzien 24godziny na dobe.
Pewnie zastanawiacie sie co nas tu w takim razie trzyma skoro lato jest tak trudne do wytrzymania. Tak jak Polacy znosza jesienna slote, srogie zimy - czasami i niezbyt wiosenne wiosny w oczekiwaniu na lato, my pocimy sie latem w oczekiwaniu na piekna pogode przez cala reszte roku. Pozna jesien, zima i cudna wiosna wynagradza nam te letnie meczarnie.

niedziela, 1 czerwiec 2008

Maya's passion for fashion

Nasza Maya w tym miesiacu skonczy 2 i pol roku. Mowi troche po polsku, troche po angielsku, troche po ...finsku a czasami nawet gada sobie w jezyku idisz. Tak wiec ogolnie rzecz biorac jest niezla poliglotka jak na swoj wiek. Jak przystalo na przyzwoita dwulatke Maya ma liczne talenta, ktore chetnie rozwija i prezentuje - juz o nich wczesniej pisalam. Ostatnimi czasy Maycia zaczela sie rowniez interesowac moda. Objawia sie to czestym (czytaj: do 5ciu razy dziennie!) przebieraniem w coraz to inne sukienki. Musza byc sukienki!!! Ewentualnie daje sie namowic tez czasami na spodniczke. Jakby tego bylo malo do swoich kreacji naklada moje buty na obcasie i obwiesza sie moja bizuteria - glownie bransoletkami, ale nie tylko. Zeby nie podbierala mi bizuterii, nie zniszczyla jej i nie pogubila znalazlam jej pare tandetnych blyskotek, ktorych juz nie nosze i wlozylam do najnizszej szufladki:)
Pamietam ze ja kiedys tez bawilam sie w takie przebieranki, ale bylam duzo starsza dziewczynka, w wielku szkolnym juz.
W dodatku podczas wizyty w Naples odwiedzilismy znajomych, ktorzy posiadaja dwie corki i w zwiazku z tym pelna szafe strojow dla ksiezniczek. Przebraly tam Maye w ksiezniczke i moja corka byla w siodmym niebie, zwlaszcza ze widzac jej zachwyt 4-letnia Cece ofiarowala jej owa cudna suknie wraz z butami. I teraz Maya calymi dniami paraduje w swoich ksiezniczkowych plastikowych bucikach na obcasiku.
Dzisiaj z okazji Dnia Dziecka kupilismy jej taki maly plastikowy zestaw - korone, naszyjnik, klipsy i pierscien no i oczywiscie nowa "skienke" mowiac po mayciowemu. Jakbyscie widzieli jej zachwyt po wlozeniu tego wszytkiego na siebie....doslownie stala przed lustrem i patrzyla oniemiala:) A potem ochoczo pozowala tacie do zdjec:)
Tak wiec kolejna pasja Mayci rozkwita, dziwi mnie tylko ze doszlo do tego tak szybko. Jednego jestem pewna nasza corka jest tzw. girly girl - bardzo dziewczeca. Nie lubi sie brudzic, wpada w przerazenie na widok robactwa i jaszczurek, uwielbia swoje lalki, przytula i caluje wszystkich naokolo i do tego ma slabosc do strojow i butow:) Jak na razie zadowala ja to, co znajduje w domu, w swoich szufladach, ewentualnie w maminej szafie i miejmy nadzieje ze te zasoby jej na jakis dluzszy czas wystarcza.

Etykiety:

czwartek, 29 maj 2008

Rocznica Ślubu

Dzis 4-ta rocznica naszego slubu:) Szukalam wiec jakiejs fajnej madrej sentencji o malzenstwie na internecie ale niewiele pisarzy i filozofow wypowiadalo sie pozytywnie o malzenstwie:( Wiekszosc cytatow byla bardzo sarkastyczna i malowala bardzo negatywny obraz instytucji malzenstwa. Ogolnie rzecz biorac idac do oltarza skazujesz sie na dozywotnie galery, malzenstwo zabija romantyzm, niszczy uczucie, ktore was polaczylo a faceci zonaci maja po prostu totalnie przesrane. Kazda kobieta po slubie zamienia sie w potwora i wlasciwie zawarcie zwiazku malzenskiego oznacza poczatek konca waszej milosci. Hmmm nasz staz malzenski nie jest moze zbyt imponujacy i znam rzeczywiscie wiele malzonkow, ktorzy mecza sie w swoich zwiazkach ale mimo wszystko uwazam ze zycie malzenskie moze byc naprawde fajne. Nie jestem zadna ekspertka w tej dziedzinie, ale wydaje mi sie, ze duzo zalezy od tego kogo wybralo sie na swojego malzonka. Oczywistym jest dla mnie ze wybiera sie osobe, ktora sie kocha, problem w tym ze czlowiek czasami zakochuje sie w zupelnie nieodpowiednich osobach niestety. Milosc jest slepa niestety - wiem cos o tym:)Jesli wiec mimo wszystko decydujesz sie na malzenstwo z jakis niebieskim ptakiem, balaganiarzem, czlowiekiem nieodpowiedzialnym, alkoholikiem albo babiarzem itd. to niewiadomo jak wielka milosc was polaczyla beda klopoty. Niby milosc ci wszystko wybaczy...ale ile razy mozna wybaczac, w pewnym momencie wyrozumialosc i cierpliwosc ulega wyczerpaniu. Wiele kobiet wierzy ze uda im sie zmienic swojego partnera, nic bardziej mylnego - znam wprawdzie dwa takie przypadki kiedy kobieta i jej milosc zadzialaly cuda. Ale to sa wyjatki potwierdzajace jedynie regule, ten numer nie przechodzi niestety.
W malzenstwie wazna jest tez zdolnosc chodzenia na kompromisy, bez niej ani rusz. No i komunikacja lub czasami przemilczenie sprawy - nie wszystko trzeba roztrzasac.
Ja mialam to szczescie ze udalo mi sie znalezc Wiesia. To polowa naszego malzenskiego sukcesu:) Druga polowa to dobre checi, bo trzeba byc nastawionym pozytywnie do drugiego czlowieka, nie myslec tylko o swoich potrzebach, czasami spotkac sie wpol drogi, ustapic, nie wkurzac sie o glupstwa i rozmawiac ze soba o waznych sprawach. Latwo oczywiscie napisac trudniej wykonac. Wiem, wiem ale z odpowiednim partnerem jest to wykonalne i nie wymaga wcale wielkiego wysilku czy poswiecenia. Wiele kobiet oczekuje od swojego malzonka czytania w ich myslach - umiejetnosc dotad nieopanowana przez zadnego faceta, domyslania sie ich pragnien, organizacji romantycznych eskapad i kolacji, zaskakujacych prezentow itd itp.
Ja po 4 latach malzenstwa wiem juz ze wazniejsze sa zupelnie inne rzeczy, i doceniam w swoim malzonku to, co robi dla mnie na codzien. To sa czesto drobnostki, ale jak ciesza i umilaja mi zycie:) Wiele jego zachowan to po prostu znak dla mnie ze mysli o mnie, pamieta co lubie, pomaga mi wyprzedzajac moja prosbe o pomoc. To jest wlasnie nasz malzenski romantyzm, czesto bardzo prozaiczny, ale osladzajacy nasze zycie bardziej niz kolacja przy swiecach raz od wielkiego dzwonu. Najwazniejsze jednak dla kobiety, przynajmniej dla mnie, jest by moc polegac na swoim mezczyznie, miec w nim oparcie, wiedziec ze jest odpowiedzialny i poradzi sobie bez trzymania go za raczke. Dla mnie koszmarem bylo by zycie z facetem, ktorego musze pilnowac, nianczyc, pomagac na kazdym kroku. Znam wiele malzenstw, w ktorych kobieta nosi przyslowiowe spodnie - ona decyduje, organizuje, zalatwia, placi rachunki itd i jest oczywiscie z siebie bardzo dumna - ma ku temu powody, ale nikt mi nie wmowi ze tak jest jej dobrze i jest szczesliwa sama szarpiac sie ze wszystkimi problemami.
Ja ciesze sie strasznie ze zakochalam sie w mezczyznie twardo stapajacym po ziemi, na ktorym moge polegac, ktory jest wspanialym ojcem z niekonczaca sie cierpliwoscia.
No i dzisiaj swietujemy, niestety osobno, bo mezulek jeszcze w Ohio ale zawita do domu przed polnoca:) Jutro zrobimy sobie swietowania ciag dalszy. Ja jestem za obchodzeniem wszelkiego rodzaju milych okazji - zwlaszcza rocznic slubu gdy nie oznaczaja one kilku lat katorgi:):)